piątek, 11 grudnia 2015

7. Co do tytułu bloga...

... to tę kontrolę straciłam.
Jest mi strasznie wstyd. Jestem gruba, tłusta, naprawdę straszna. Nie mogę na siebie patrzeć.
Dzisiaj tańczyłam u koleżanki z Dance Central. Jak na ekranie pokazywały się zdjęcia sylwetek, myślałam, że się popłaczę, ale ze względu na nią i kolegę (który ciągle wypominał mi to, jaka jestem gruba, niby w żartach, ale jakoś wyczułam w tym szczerą prawdę...), trzymałam się jakoś i zamiast płakać, tańczyłam ile się dało.
Dzisiejszy dzień nie był zły, biorąc pod uwagę ogromne pasmo porażek, napadów i dodatkowych kilogramów, łez, rzygania i przeczyszczania sprzed ostatnich tygodni.

Bilans:
Śniadanie: 2 kromki chleba razowego wieloziarnistego, kromka pieczywa chrupkiego błonnikowego, twaróg chudy, dżem domowej roboty;
II śniadanie: Pepsi max bez cukru, jabłko;
Obiad: 3 naleśniki z mąki razowej z twarogiem i śmietaną 18%, kromka chleba razowego wieloziarnistego;
Przekąski: ciasteczka Rido (ok. 250 g), naleśnik z mąki pszennej z twarogiem, kawa ropuszczalna z mlekiem i łyżeczką cukru.

Nie mam zamiaru tego więcej tolerować, nawet za cenę kłótni z mamą. To głównie przez nią się stoczyłam. Przez te ciągłe kłótnie z nią, wyzywanie raz od "anorektyczek", a raz wyśmiewania od "żarłoków", przez jej fałszywe martwienie się- przytyłam przeszło 4 kg. Ale już koniec. Może sobie mówić co chce, ale tym razem się nie poddam. Będę silna. Niedługo i tak się wyprowadzam, więc może mnie pocałować w pięty... Jak jej przynoszę taki wstyd, to mogę się wyprowadzić już teraz, tylko niech mi daje alimenty. Wtedy w ogóle przestanę żreć, bo w sumie cała kasa będzie szła na mieszkanie i rachunki. Tym lepiej.


Prezent od koleżanki z forum. Śliczna, prawda? I tak jej nie noszę... Dopiero, gdy wrócę do 63 kg ją nałożę znowu. Teraz na nią nie zasługuję.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz