niedziela, 13 grudnia 2015

10. Bang Bang Bang

Spałam do 11:30. Zasnęłam po pierwszej. Głowa mnie napierdala, więc przeleżałam prawie cały dzień.
Z jedzeniem dzisiaj okej, wyszło poniżej 1000 kcal, chociaż wszystko zawyżałam, więc sądzę, że jest około 100 kcal mniej. Jak na początek może być. Od jutra do świąt będę schodzić po 50 kcal dziennie, licząc od 1000.
Zaraz idę do domu. Muszę przeczytać lekturę na jutro... I chcę jeszcze trochę potańczyć. Muszę udoskonalić ten układ, bo mylą mi się niektóre kroki i nie wszystko wychodzi mi na 100%.
Teraz uczę się 'Bang Bang Bang' Big Bangu, a jak już będę to umieć do perfekcji, zamierzam zabrać się za coś trudniejszego- 'MAMA' Exo-M.

Bilans:
Śniadanie: 90 g chleba razowego ze słonecznikiem, 60 g pasztetu pomidorowego z cieciorką;
Obiad: ziemniaki, surówka z kapusty, marchwii i z odrobiną majonezu;
Podwieczorek: kostka ptasiego mleczka, Mleczny Start kaszka bananowa.

sobota, 12 grudnia 2015

9. "Nocą, kiedy wszyscy śpią, ja nie śpię..."

Jestem u ojca. Mogłam jechać autobusem, ale wolałam zrobić sobie krótki spacer, tak z 25 minut mniej więcej. Przyszłam, pogadałam i zasnęłam, bo mało spałam dzisiaj.
Ta noc była nieciekawa... Nie mogłam zasnąć, więc ściągnęłam sobie grę, 2048+. Siedziałam tak i grałam od 2 do prawie wpół do 4... I spałam potem do 9. Ostatnio mam straszną bezsenność...
Co do Sudafedu... Samo psychiczne nastawienie do tego wszystkiego działa cuda. Wzięłam jedną tabletkę, choć ochoty na jedzenie nie miałam już w ogóle. Teraz, gdy mam pod ręką całe opakowanie... Wiem, że dzięki niemu wróci mi kontrola, kiedy ją nagle stracę... Więc już się tym nie stresuję, nie obawiam się tego. Kiedy będzie napad, połknę po prostu kilka tabletek, aby było ok... Będzie dobrze. Wiem to.
Wyjdę z tego głupiego ciągu napadów. Stanę na nogi, będę silna.
I schudnę.

Bilans:
Śniadanie: 90 g chleba razowego słonecznikowego, 25 g twarogu chudego, 4 łyżeczki dżemu domowej roboty
: bułka francuska z jabłkami i cynamonem
Obiad: 90 g chleba razowego słonecznikowego, 30 g twarogu chudego, 2 łyżeczki dżemu domowej roboty;
Kolacja: słodka papryka (duża), 45 g chleba razowego słonecznikowego.

Czego dziś nie zjadłam:
-faworka drożdżowego
-naleśników z serem

8. Efka efce nierówna...

Dzisiejszy dzień zaczął się w miarę...
Zjadłam śniadanie, potem poszłam z mamą i bratem na zakupy... Nie byłam głodna, ale mnie namawiała, to zjadłam bułkę francuską z jabłkami i cynamonem... Tyle to kcal...
Dzisiaj rano na wadze nadal 67 kg. Jakoś spokojnie to przyjęłam... Zdążyłam już pogodzić się z faktem, że tyle przytyłam. Teraz tylko aby nie było więcej...
Poszłam do apteki po Tussipect, ale babka była poinformowana o tym, że jest na receptę. Na co ja liczyłam... Eh. Ale przynajmniej mam Sudafed, choć jest dość drogi: 15 zł za 12 tabletek. A ja teraz nie mam na nic kasy, bo muszę ponakupywać prezenty na gwiazdkę wszystkim... Niby w S. jest pseudo-efedryna, a ona efedrynie nierówna, ale zawsze coś...
Jak myślicie, ile powinnam wziąć, aby zadziałało?
Proszę, ni zniżajcie się do mojego poziomu. Bądźcie silne, nie bierzcie żadnych prochów. Ani na przeczyszczenie, ani na łaknienie... To jest totalne dno. Po prostu... Bez sensu. Jestem zerem... Ale już przywykłam do tej myśli.


piątek, 11 grudnia 2015

7. Co do tytułu bloga...

... to tę kontrolę straciłam.
Jest mi strasznie wstyd. Jestem gruba, tłusta, naprawdę straszna. Nie mogę na siebie patrzeć.
Dzisiaj tańczyłam u koleżanki z Dance Central. Jak na ekranie pokazywały się zdjęcia sylwetek, myślałam, że się popłaczę, ale ze względu na nią i kolegę (który ciągle wypominał mi to, jaka jestem gruba, niby w żartach, ale jakoś wyczułam w tym szczerą prawdę...), trzymałam się jakoś i zamiast płakać, tańczyłam ile się dało.
Dzisiejszy dzień nie był zły, biorąc pod uwagę ogromne pasmo porażek, napadów i dodatkowych kilogramów, łez, rzygania i przeczyszczania sprzed ostatnich tygodni.

Bilans:
Śniadanie: 2 kromki chleba razowego wieloziarnistego, kromka pieczywa chrupkiego błonnikowego, twaróg chudy, dżem domowej roboty;
II śniadanie: Pepsi max bez cukru, jabłko;
Obiad: 3 naleśniki z mąki razowej z twarogiem i śmietaną 18%, kromka chleba razowego wieloziarnistego;
Przekąski: ciasteczka Rido (ok. 250 g), naleśnik z mąki pszennej z twarogiem, kawa ropuszczalna z mlekiem i łyżeczką cukru.

Nie mam zamiaru tego więcej tolerować, nawet za cenę kłótni z mamą. To głównie przez nią się stoczyłam. Przez te ciągłe kłótnie z nią, wyzywanie raz od "anorektyczek", a raz wyśmiewania od "żarłoków", przez jej fałszywe martwienie się- przytyłam przeszło 4 kg. Ale już koniec. Może sobie mówić co chce, ale tym razem się nie poddam. Będę silna. Niedługo i tak się wyprowadzam, więc może mnie pocałować w pięty... Jak jej przynoszę taki wstyd, to mogę się wyprowadzić już teraz, tylko niech mi daje alimenty. Wtedy w ogóle przestanę żreć, bo w sumie cała kasa będzie szła na mieszkanie i rachunki. Tym lepiej.


Prezent od koleżanki z forum. Śliczna, prawda? I tak jej nie noszę... Dopiero, gdy wrócę do 63 kg ją nałożę znowu. Teraz na nią nie zasługuję.







wtorek, 30 czerwca 2015

6. Rozpędzeni prosto w stronę truskawek.

Cześć.
Takie oryginalne powitanie na sam początek, a co.
Co chciałam Wam powiedzieć? W sumie to nic. Tylko padam na ryj.
Byłam dzisiaj na zbieraniu truskawek... Od 7:30 do 12:30 + 3 km jazdy na rowerze. Polecam. Było cudownie, mimo iż umarłam, jakby robiąc killera Chodakowskiej. Obżarłam się truskawkami, nawet nie chcę wiedzieć, ile to było kcal. Nie obchodzi mnie to. Jestem uzależniona od truskawek. Jutro też tam idę, postaram się zjeść ich mniej, ale nie obiecuję.
Kupiłam sobie Be Active, wspaniały magazyn. Nie jestem wielką fanką pani Ewci, ale bardzo ją lubię i szanuję za to, jaką jest osobą, nie tylko z wyglądu. Jest wspaniała, dlatego nie żałuję tych 8 zł wydanych na magazyn. Ba. Będę kupować następne, o ile będą- może to ją jakoś wesprze, tak jak ona wspiera nas.
Mój dzisiejszy bilans... Znów nie dotrzymałam dziennej dawki, ale to nic. Było dobrze. Pierwsze dni zawsze są trudne, szczególnie, że wcześniej wpierdalałam chyba po 2000 kcal dziennie. Nie jest źle. Jestem z siebie zadowolona.
Mimo iż około 17:00 padałam na ryj (zbieranie truskawek jest męczące- mam podrapane ręce, bolą mnie nogi, plecy, głowa i wszystko inne, co może boleć), zebrałam się w sobie i jakoś odzyskałam siły, przez co mogłam poćwiczyć, więc jestem mega zadowolona z dzisiejszego dnia.
A jak tam u Was? Dajcie jakiś znak życia, hej.

Bilans:
- pieczywo lekkie, chrupkie x5 (100 kcal)
- ugotowane ziemniaki 150 gram (130 kcal)
- łyżeczka oleju roślinnego (30 kcal)
- łyżeczka śmietany 12% (15 kcal)
- Mini krakersy Beskidzkie Aksam 20 gram (90 kcal)
Razem: 365/ 300

Warzywa i owoce: truskawki (dużo), 3/4 dużego ogórka, kilka pomidorków koktajlowych, duża rzodkiewka

Ćwiczenia: 
- około 30 min jazda rowerem
- Trening E.Chodakowska & Agnieszka Szulim ("Be Active" Nr. 1/ lipiec 2015) - (8 ćwiczeń, 40 sekund, 4 powtórzenia)
- Mel B ćwiczenia rozluźniające (5 minut)

- Booty Shking Waist Workout 10 minut

Trzymajcie się lepiej niż ja.
Pozdrawiam :)

poniedziałek, 29 czerwca 2015

5. A po nocy wychodzi dzień, a po burzy spokój...

Nie chcę mówić, co było wcześniej, bo to jedna, wielka porażka. Zacznijmy od początku. Proszę.
Moja dieta:


Muszę wytrwać. Muszę po prostu. Chociaż tydzień. Dwa. Góra cztery. Ale muszę.
Dam radę, prawda?
Dzisiejszy bilans byłby całkiem ok, gdyby nie ten jebany cukierek, który zaproponowała mi mama. Nie chciałam jej ponownie odmawiać, bo znowu by marudziła, więc wzięłam. Niech licho weźmie te 100 kcal. Jutro będzie lepiej.

Bilans:
- pieczywo lekkie 7 zbóż Wasa x4 (80 kcal)
- wafle ryżowe Eurowafel x1 (35 kcal)
- bigos domowy z młodej kapusty, wegetariański 200g (100 kcal)
- mleko 0,5% 200ml (65 kcal)
- płatki Błonnik Goody 30g (110 kcal)
- cukierek czekoladowy Jamajka x1 (105 kcal)

- płyny: około 2 litry (woda + mleko)
- owoce i warzywa: pół dużego jabłka, pół brzoskwini, mały kawałek arbuza, pomidor, kilka małych marchewek (nie wliczam)

Ćwiczenia:
- Mel B trening 35 minut
- Sexy Legs Workout
- Stretching 20 minut

Chyba nie wyszło tak źle, co?
Trzymajta się ze mną. Sama nie dam rady.

czwartek, 11 czerwca 2015

4. Powróciłam do zdrowia.

Dzisiaj dzień mija cudownie i mam nadzieję, że tak zostanie.
Wczorajszy post dodałam dopiero teraz, ponieważ mama wyłączyła Internet akurat, gdy wciskałam "Opublikuj". Zawsze wyłączają przed snem, co prawda mogłam iść i sobie z powrotem włączyć, ale nie miałam już sił.
Jestem zadowolona, choć zjadłam więcej, niż zamierzałam.

Śniadanie:
2 kromki chleba razowego + liść sałaty + pół ugotowanego jajka + 2 plasterki pomidora + łyżeczka ketchupu (222 kcal)

II śniadanie:
jogurt naturalny + 15 gram truskawek + 10 g płatków owsianych (127 kcal) 

Obiad: 
280 ml barszczu czerwonego (69 kcal)

Kolacja: 
200 ml barszczu czerwonego + pół rogala maślanego + pół kromki białego chleba + 1 ugotowane jajko + łyżeczka ketchupu (259 kcal)

Razem: 677 kcal

Ćwiczenia:
ABS 8 minut

Ćwiczeń jeszcze nie robiłam, ale od razu je wpiszę. Dzisiaj lekko, bo jestem trochę zmęczona, mam dużo nauki, a chcę się w końcu wyspać.

To by było na tyle, pozdrawiam~
Madame Uchiha


3. Znów wszystko poszło nie tak... Jebana szkoła.

Wczorajszy dzień miał być cudowny! Bilans wyszedł mi poniżej 700 kcal i tak utrzymało się do 18, kiedy nagle zgłodniałam... Znaczy, głodna byłam ciągle, jednak wtedy mama zaczęła smażyć... tak, właśnie, smażyć, drożdżowe oponki.Samo smażenie mnie obrzydza, ale pachniało tak ładnie... i skusiłam się na jedną, ponieważ od godziny siedziałam nad referatem z filozofii i miałam zapisane tylko jedno zdanie. "Będzie mi się lepiej myślało". Gówno prawda.
Wciąż miałam wyrzuty sumienia za tę pierdoloną oponkę, nie mogłam się skupić na referacie, o 20 poszłam po jeszcze... I jeszcze... I przed spaniem jeszcze... A, skończyłam pisać o północy, plus następną godzinę uczyłam się na klasówkę z angielskiego.Logicznie. Jednakże efekty są zadowalające: 6 na koniec roku z filozofii (wpisuje się już na maturalne świadectwo) i 3 z angielskiego. Po raz pierwszy w liceum 3, a nie dwa. Opłacało się.
Wracając do żarcia- zjadłam tych oponek z 10, a przegryzłam je trzema byczymi kawałkami ciasta z masłem orzechowym. Nie chcę nawet wiedzieć, ile to kcal. Po prostu zapomnieć. Zapomnieć i cieszyć się dobrymi ocenami, na które zasłużyłam...
Dzisiaj było lepiej, bo skończyło się ciasto. Rano podjadłam jeszcze trochę tych oponek, niech je licho weźmie.
Nie popełniajcie tych grzechów, co ja. To beznadziejnie zjebane. 
Jestem o tyle radosna, że znów czuję ten cudowny głód (od 15 nic nie zjadłam) i zrobiłam trochę ćwiczeń, choć wiem, że nie spaliłam nawet ćwierci tego, co zeżarłam wczoraj i dzisiaj, albo chociaż wczoraj. 

Bilans:
Nie podam, bo się powieszę.

Ćwiczenia: 
Killer - Ewa Chodakowska

Stasus: waga powoli spada


poniedziałek, 8 czerwca 2015

2. Jestem sobie taka tłusta, hej, ho, sialala...

Olałam, ale wracam. Może coś z tego będzie.
Zaczynam dietę dwutygodniową, króciutką, tylko aby się przyzwyczaić.
Od 17 nic nie jadłam. Burczy mi w brzuchu. Wspaniałe uczucie.

Czyli, zaczynam od początku, jeszcze większa niż wcześniej:
Waga: 69 kg

Talia: 70.5 cm
Brzuch: 87 cm
Biodra: 91.5 cm
Uda: 53.5 cm

Jedzenie:
7:00 - śniadanie: 2 kromki czarnego chleba z twarogiem i pomidorem (204 kcal)
10:30 - drugie śniadanie: 2 kromki czarnego chleba z twarogiem i pomidorem (198 kcal)
15:30 - obiad: kasza jaglana z ugotowanym jajkiem i sałatką warzywną z łyżką śmietany (342 kcal)
17:00 - podwieczorek: ciecierzyca i jabłko (190 kcal)
Z kolacji zrezygnowałam.
Razem: 934 kcal

Ćwiczenia:
-Turbo wyzwanie Ewy Chodakowskiej

Nie było źle, jak na początek. Jutro będzie jeszcze lepiej.
W zakładkach dodam rozpiskę diety, na której teraz jestem. Jest ułożona przeze mnie, amatorkę, w jednym tylko celu- przygotowanie organizmu do głodówki (tydzień zmniejszania porcji, siódmy dzień- głodówka- i potem tydzień zwiększania porcji.).
Mam nadzieję, że dam radę te dwa tygodnie. To w końcu nie dużo.
Papa, motylki.
Życzcie mi powodzenia. Ja także Wam życzę.

piątek, 13 lutego 2015

1. Brak kontroli, złe samopoczucie, (nie)idealny początek.

Cześć.
Zaczynam pisać, aby mieć większą motywację, której ostatnio mi brakuje. Szukam sensu, chęci, siły... Muszę ją z siebie wykrzesać.
Jeżeli jeszcze nie wiesz, jest to blog o tematyce pro-ana. Będę tu zamieszczać bilanse, żale, uczucia. Jeżeli skomentujesz, będzie mi bardzo miło. Zawsze to jakaś dusza za Tobą, a nie przeciw Tobie...
Zacznę od dzisiaj. Jestem z aną dopiero tydzień. To niewiele, ale dawałam radę... Do czasu. Ostatnie dni były mordęgą.
Najpierw tłusty czwartek.Byłam na siebie tak zła za te dwa pączki, że nawet nie miałam sił ćwiczyć...Dzisiaj urodziny przybranego ojca. Mam zrobiła ciast, zjadłam dwa kawałki i cukierka... A dzień zaczynał się tak dobrze. Jestem wściekła! Jutro osiemnastka koleżanki... Wiem, że nie dam rady, skoro będę tam siedzieć całą noc... Ale staram się zachować resztki nadziei. Może nie będzie tak źle.
Uczucie głodu jest cudowne, jednak kiedy dasz swojemu żołądkowi chociaż trochę, zacznie Cię kusić na więcej... Nienawidzę tego. Jak ja zrzucę te trzy dni? Co ja zrobię?
Nie chcę być gruba...
Bilansu z dzisiaj nie napiszę, bo jest mi okropnie. Chcę o tym zapomnieć.
No więc... Zaczynamy zabawę.

Coygodniowa metryczka:

Talia: 78 cm
Brzuch: 85
Biodra: 94 cm
Uda: 54 cm
Waga: 65,5 kg
Wzrost: 187 cm

Pozdrawiam,
Madame Uchiha