niedziela, 30 lipca 2017

15. Stigma

Wczorajsza impreza bardzo się udała :) Mój bilans wyniósł 1000 kcal, ale mimo to jestem zadowolona. Wszystko jak zawsze wytańczyłam na parkiecie i nie przekroczyłam limitu, który sobie ustaliłam: 2 piwa. Dodatkowo dzisiaj rano na wadze pojawiło się 68 kg, więc jestem szczęśliwa. Do mojego celu zostało 5 kg i mam zamiar osiągnąć to do 22 sierpnia.
Ogólnie moje cele do tego czasu to:
Cel I: 69 cm w talii
Cel II: 63 kg wagi
Cel III: 52 cm w udach
To będzie mój mały prezent na urodziny :)

Bilans 30 lipca 2017
- 1,5 wafla ryżowego 25 kcal
- 1 kromka pieczywa chrupkiego 20 kcal
- zupa kalafiorowo-porowa z grzankami 130 kcal
- lód 73 kcal
- 5 kromek chrupkiego pieczywa 100 kcal
- 2 kromki chleba wieloziarnistego 89 kcal
- 70 g hummusu 178 kcal
- ogórek, pomidor 25 kcal
640 kcal / 1100 kcal

Kursywą zaznaczyłam to, co zjadłam na mini-napadzie wieczorem, podczas kolacji, więc mimo iż bilans w miarę niski, to nie jestem zadowolona z dzisiejszego dnia. Nie lubię jeść nieplanowanie i nieprzemyślanie.
Jutro rano ważenie i mierzenie, nie boję się szczególnie, ale mam nadzieję, że spadło mi chociaż po 1 centymetrze.
Teraz moja współlokatorka siedzi, ogląda serial i je chipsy. Czuję się nawet dobrze, bo w ogóle mnie do tego nie ciągnie.
Pozdrawiam ♥
Odpuść coś dobrego dla czegoś lepszego.


sobota, 29 lipca 2017

14. Hola Hola

Wczoraj zjadłam dodatkowo 2 ciasteczka oreo. Nie mogłam biegać, bo nałożyłam nowe buty i mnie obcierają (mogłam ubrać adidasy, ale chcę rozchodzić te nowe, aby iść w nich na imprezę). Ale za to poszłam na spacer, 4 tysiące kroków, więc nie jest tak źle.
Dzisiejszy post jest wcześniej, bo w nocy nie będę miała kiedy pisać. Dziękuję za takie miłe słowa w komentarzach na temat moich nóg. Nie uważam ich za jakiś wielki kompleks, są bardzo długie i nie widać aż tak bardzo po nich, że są grube, ale są otłuszczone i w ogóle. Z czasem będzie lepiej, wiem to :) W końcu właśnie po to się odchudzam, tak jak wszystkie motyle.
Co do filmów... Umrzeć dla tańca było całkiem ok, choć trochę przedramatyzowane w niektórych momentach, a zakończenie było dla mnie groteskowe i naciągane, nie za bardzo mi się podobało. Czarny Łabędź za to nawet mnie zainteresował, fabuła była ciekawa i wszystko było zachwycająco zrobione. Gra aktorska Natalie Portman była świetna, przemiana Niny była świetna, jedyne moje zastrzeżenia do tego filmu to to, że był momentami zbyt brutalny i obrzydliwy oraz zakończenie (jak zawsze, meh, ciężko mnie zadowolić). Po prostu nie lubię otwartych zakończeń, preferuję, kiedy jest wiadome, co się wydarzyło, do samego końca. I teraz nie wiem czy główna bohaterka była chora, naćpana, popierdolona, a może to wszystko było jednym, wielkim snem (to ostatnie byłoby najbardziej klasyczne i w sumie już nieco tandetne, jednak uwielbiam motywy oniryczne).
Ale się rozpisałam... Teraz przejdę już do bilansu (jest wstępny, jutro go zedytuję. Przypuszczam jedynie, co zjem według planu, który sobie ustawiłam, a jak wyjdzie ostatecznie, się przekonamy.

29 lipca 2017, HSGD, dzień VI
- 240 g zupy warzywnej 120 kcal
- danie w wegańskiej restauracji 390 kcal
- 2 piwa 490 kcal
Razem: 1000 kcal / 1100 kcal

Dużo, ale może nic szczególnego się nie stanie. Przez 7 godzin będę tańczyć, więc jestem dobrej myśli. Jestem z tych osób, które całą imprezę spędzają na parkiecie i wszystko rozkręcają :P
W ogóle waga pokazała dzisiaj 68.3 kg! Jest super :)
Pozdrawiam ♥
Opuść kolację, obudzisz się chudsza.

piątek, 28 lipca 2017

13. Fire

Dzisiejszy dzień był super, choć nic szczególnego nie robiłam, tak szczerze mówiąc. Z rana tylko trochę poćwiczyłam. Znalazłam jakiś kanał na yt z ćwiczeniami "baletnic" czy coś takiego... Nie wiem, ale zrobiłam 15 minutowy trening i byłam mega spocona, dawno nie ćwiczyłam... Potem trzy minuty na tight gap i 11 minut rozciągania, czyli łącznie pół godziny. Jak na pierwszy raz od takiego czasu, jest ok. Tutaj macie linki:
Trening "baletnica"
Trening "tight gap" 
"Stretching dla początkujących"

28 lipca 2017, HSGD dzień V
- zupa krem z brokuła + kromka pieczywa chrupkiego 77 kcal
- zupa krem warzywna 197 kcal
- 2 kromki pieczywa chrupkiego z hummusem i ogórkiem 86 kcal
- grapefruit 109 kcal
- 2 kromki pieczywa chrupkiego
- 2 ciasteczka Oreo 106 kcal
Razem: 615 kcal / 950 kcal

Ogólnie zamierzam dziś zjeść jeszcze 2 ciastka Oreo i wypić shota wiśniówki, więc będzie jakieś 200 kcal więcej, post zedytuję jutro rano. Dzisiaj waga wskazała 69.2 kg, jestem w niebie. Chudnę i co najważniejsze, wszystko widać. W ciągu 5 dni straciłam 1.6 kg, jestem zadowolona. Dzisiaj zrobiłam kilka ciekawych zdjęć, więc je wstawię. Podobają mi się na nich kolory.
Jutro jest impreza, ustawiłam sobie limit na 2 piwa, ze względu na kalorie, jak i kiepską sytuację w portfelu.
 

Tak, to moje nogi. Okropne, grube, całe w bliznach i siniakach, bo jestem ciapą. A ta różowa woda to dlatego, że myłam włosy i farba schodzi :D Wczoraj oglądałam "Umrzeć dla tańca" z polecenia jednej blogerki, a dzisiaj oglądam "Czarnego Łabędzia". A teraz już się żegnam, miłej nocy ♥
Pozdrawiam ♥
Spraw, by żałowali, że odważyli się nazwać cię grubą.



czwartek, 27 lipca 2017

12. Berzerk

Co dzisiaj... W sumie niewiele. Nie chcę tu opowiadać szczególnie o swoim życiu prywatnym, bo już kilka razy za dużo powiedziałam w Internecie i przez moją nierozwagę nieodpowiednie osoby wiedzą o mnie rzeczy, których nie powinni wiedzieć.
Mam duży problem z dobijaniem limitów. Dzisiaj nie zjadłam nawet połowy tego, co mogłam :D
Sądzę, że po niedzieli przejdę już na spokojnie na AiT. Nie będę na HSGD 21 dni, bo limity są dla mnie o wiele za duże i to nie ma po prostu sensu.
Zrobiłam dzisiaj podstronę na blogu, z moimi pomiarami z całego okresu pro-any. Przeszukałam tyle stron, notatek, spisów i wszystkiego, co się da, aby to znaleźć... Wszystkie wyniki są uporządkowane chronologicznie, a nawet kolorystycznie :) Jeżeli ktoś jest ciekawy, daję wam link, ale nie przestraszcie się, nie osiągnęłam jakichś super wyników, moje najniższe BMI to było 17.94.

Dobra, dobra, a teraz czas na bilans:
27 lipca 2017 HSGD dzień IV
- banan 97 kcal
- wafel ryżowy + hummus 64 kcal
- zupa krem z brokuła + kuskus 157 kcal
- pieczywo chrupkie 3 kromki 60 kcal
- hummus + kawałek ogórka 50 kcal
Razem: 428kcal / 1000kcal

Co do moich różowych włosów... Niestety nie dodam zdjęcia, mogę co najwyżej prywatnie dać link do instagrama. Naprawdę mam już trochę fobię na punkcie publikowania swojej osoby w Internecie pod takimi ciężkimi tematami. Już jedna dziewczyna z mojego fandomu wie o pro-anie i dała mi to bardzo do zrozumienia kiedyś. Także, ten. Nie ma szans, abym opublikowała swoją twarz na tym blogu.
A, ostatnio zaczęłam brać Biotebal, taki suplement na wypadanie włosów, bo tracę ich przerażającą ilość. Dodatkowo używam szamponu z białym łubinem z Yves Rocher przeciwko wypadaniu włosów. Świetnie pachnie, aż miło się myje głowę :) Zobaczymy, jak zadziałają. Odżywkę kupiłam zwykłą z Biedronki po promocji, Garnier Goodbye Demage, bo kiepsko z kasą i muszę oszczędzać trochę... Ostatnio w ogóle rzuciłam pracę i teraz szukam nowej.
Jeżeli ktoś to czyta, zostawcie po sobie znak, napiszcie co u was, jak się czujecie, jak się trzymacie na dietach :)
Pozdrawiam ♥
Nie od razu Rzym zbudowano. Nie poddawaj się. 



środa, 26 lipca 2017

11. Interstellar

Woah, minęło półtora roku od ostatniej notki.
Nie wiem, na ile wracam tym razem, ale postaram się jak najdłużej.
Ogólnie zmieniło się niewiele... Waga wciąż oscyluje w granicach 70, chociaż pobiłam przez ten czas swoją najwyższą, bo "osiągnęłam" aż 78 kg. To było tragiczne uczucie, to jest tragiczne wspomnienie i to będzie tragiczny skutek, jeżeli nie wezmę się znów za siebie. Ale na szczęście się wzięłam. W końcu. Nareszcie.
Zostałam także weganką, taki mały bonus. Nie przedłużając:

Wymiary 23.07.2017
Talia: 71,5 cm
Brzuch: 87 cm
Biodra: 92,5 cm
Udo: 53,5 cm

Waga: 70.8 kg

Dzisiaj, 26.07.2017, środa, dzień III HSGD
- wafel ryżowy 38 kcal
- zupa krem z cukinii z kuskusem 130 kcal
- wafel ryżowy slim 19 kcal
- lód sorbet mango na patyku 73 kcal
- zupa krem z cukinii 57 kcal
- 2 wafle ryżowe z hummusem i warzywami 148 kcal
- grapefruit 109 kcal
Bilans: 574kcal/900kcal

Dzisiaj nie mogłam dobić do tych 900 kcal. Nie byłam w stanie po prostu, a jak dużo zjadłam! Pierwszy raz w życiu chyba tak miałam :D To przez tę zupę, było jej bardzo dużo, a całość nie miała nawet 200 kcal.

Przepis na zupę z cukinii:
2 cukinie pokroić w półplasterki, zalać 3-4 szklankami wody, dodać kostkę bulionową i gotować. Kiedy cukinia będzie miękka, zdjąć z ognia, niedokładnie zblendować. Można podawać z grzankami, kuskusem, makaronem, ryżem lub jeść samą- kto co lubi. Zupa z dwóch cukinii i kostki rosołowej (bez dodatków) ma ok. 170-180 kcal i jest przepyszna!
W ogóle, dzisiaj zrobiłam sobie kolejny raz pastelowo-różowe włosy. Nie wyszły tak ładne, jak za pierwszym razem, ale są całkiem ok. Robiłam je sprayem od Joanny.
To tyle na dzisiaj, trzymajcie za mnie kciuki, a ja będę trzymać za was ♥
Pozdrawiam~

Głos, który mówi, że nie dasz rady, to zakłamana suka.




niedziela, 21 lutego 2016

BDSM- body & death, starving & magic #prolog

To był chory związek.
To jest chory związek.
Wielu osobom dałam się krzywdzić. Wiele osób błagałam o krzywdę... Nigdy jednak nie poniżyłam się przed nikim do tego stopnia.
Jej nie musiałam nawet prosić. Jakby czytając mi w myślach, zawsze robiła to, czego pragnęłam.
Biła, cięła, ćpała, płakała, piła, parzyła, drapała, wyrywała, paliła, przypalała, odgradzała, niszczyła, wyrzucała, rzygała, topiła, katowała, z a b i j a ł a.
Z miłości do mnie potrafiła zrobić wszystko, o co ją prosiłam. Jak nikt inny. W zamian oczekiwała tylko wierności.

***

Nigdy się nie zakoachasz. Nigdy mnie nie opuścisz. Nigdy się nie sprzeciwisz. Nigdy mnie nie zdradzisz. Nigdy nikomu nie powiesz. Nigdy nie będziesz mnie prowokować. Nigdy o mnie nie zapomnisz.
Już zawsze będziemy razem. Twoim zadaniem jest tylko bycie szczęśliwą. Resztą zajmę się ja, ale musisz być grzeczna.
Słuchaj, kiedy do Ciebie mówię.
Słuchaj, szmato!
Ja chcę tylko Twojego dobra. Nie pamiętasz? Kocham Cię. Nikt nie kocha Cię tak mocno, jak ja. Musisz być tylko szczęśliwa, nic więcej.
Nie odwracaj wzroku, kiedy do Ciebie mówię.
Spójrz na mnie.
Boli? Wiem, że boli.
Zadaję Ci ból samym istnieniem, a Ty i tak mnie pragniesz. Jesteś chora. I to w Tobie lubię... Bądź moja, a nigdy nie przestaniesz być szczęśliwa.

***

Co miałam zrobić?
Zgodziłam się.

niedziela, 13 grudnia 2015

10. Bang Bang Bang

Spałam do 11:30. Zasnęłam po pierwszej. Głowa mnie napierdala, więc przeleżałam prawie cały dzień.
Z jedzeniem dzisiaj okej, wyszło poniżej 1000 kcal, chociaż wszystko zawyżałam, więc sądzę, że jest około 100 kcal mniej. Jak na początek może być. Od jutra do świąt będę schodzić po 50 kcal dziennie, licząc od 1000.
Zaraz idę do domu. Muszę przeczytać lekturę na jutro... I chcę jeszcze trochę potańczyć. Muszę udoskonalić ten układ, bo mylą mi się niektóre kroki i nie wszystko wychodzi mi na 100%.
Teraz uczę się 'Bang Bang Bang' Big Bangu, a jak już będę to umieć do perfekcji, zamierzam zabrać się za coś trudniejszego- 'MAMA' Exo-M.

Bilans:
Śniadanie: 90 g chleba razowego ze słonecznikiem, 60 g pasztetu pomidorowego z cieciorką;
Obiad: ziemniaki, surówka z kapusty, marchwii i z odrobiną majonezu;
Podwieczorek: kostka ptasiego mleczka, Mleczny Start kaszka bananowa.

sobota, 12 grudnia 2015

9. "Nocą, kiedy wszyscy śpią, ja nie śpię..."

Jestem u ojca. Mogłam jechać autobusem, ale wolałam zrobić sobie krótki spacer, tak z 25 minut mniej więcej. Przyszłam, pogadałam i zasnęłam, bo mało spałam dzisiaj.
Ta noc była nieciekawa... Nie mogłam zasnąć, więc ściągnęłam sobie grę, 2048+. Siedziałam tak i grałam od 2 do prawie wpół do 4... I spałam potem do 9. Ostatnio mam straszną bezsenność...
Co do Sudafedu... Samo psychiczne nastawienie do tego wszystkiego działa cuda. Wzięłam jedną tabletkę, choć ochoty na jedzenie nie miałam już w ogóle. Teraz, gdy mam pod ręką całe opakowanie... Wiem, że dzięki niemu wróci mi kontrola, kiedy ją nagle stracę... Więc już się tym nie stresuję, nie obawiam się tego. Kiedy będzie napad, połknę po prostu kilka tabletek, aby było ok... Będzie dobrze. Wiem to.
Wyjdę z tego głupiego ciągu napadów. Stanę na nogi, będę silna.
I schudnę.

Bilans:
Śniadanie: 90 g chleba razowego słonecznikowego, 25 g twarogu chudego, 4 łyżeczki dżemu domowej roboty
: bułka francuska z jabłkami i cynamonem
Obiad: 90 g chleba razowego słonecznikowego, 30 g twarogu chudego, 2 łyżeczki dżemu domowej roboty;
Kolacja: słodka papryka (duża), 45 g chleba razowego słonecznikowego.

Czego dziś nie zjadłam:
-faworka drożdżowego
-naleśników z serem

8. Efka efce nierówna...

Dzisiejszy dzień zaczął się w miarę...
Zjadłam śniadanie, potem poszłam z mamą i bratem na zakupy... Nie byłam głodna, ale mnie namawiała, to zjadłam bułkę francuską z jabłkami i cynamonem... Tyle to kcal...
Dzisiaj rano na wadze nadal 67 kg. Jakoś spokojnie to przyjęłam... Zdążyłam już pogodzić się z faktem, że tyle przytyłam. Teraz tylko aby nie było więcej...
Poszłam do apteki po Tussipect, ale babka była poinformowana o tym, że jest na receptę. Na co ja liczyłam... Eh. Ale przynajmniej mam Sudafed, choć jest dość drogi: 15 zł za 12 tabletek. A ja teraz nie mam na nic kasy, bo muszę ponakupywać prezenty na gwiazdkę wszystkim... Niby w S. jest pseudo-efedryna, a ona efedrynie nierówna, ale zawsze coś...
Jak myślicie, ile powinnam wziąć, aby zadziałało?
Proszę, ni zniżajcie się do mojego poziomu. Bądźcie silne, nie bierzcie żadnych prochów. Ani na przeczyszczenie, ani na łaknienie... To jest totalne dno. Po prostu... Bez sensu. Jestem zerem... Ale już przywykłam do tej myśli.


piątek, 11 grudnia 2015

7. Co do tytułu bloga...

... to tę kontrolę straciłam.
Jest mi strasznie wstyd. Jestem gruba, tłusta, naprawdę straszna. Nie mogę na siebie patrzeć.
Dzisiaj tańczyłam u koleżanki z Dance Central. Jak na ekranie pokazywały się zdjęcia sylwetek, myślałam, że się popłaczę, ale ze względu na nią i kolegę (który ciągle wypominał mi to, jaka jestem gruba, niby w żartach, ale jakoś wyczułam w tym szczerą prawdę...), trzymałam się jakoś i zamiast płakać, tańczyłam ile się dało.
Dzisiejszy dzień nie był zły, biorąc pod uwagę ogromne pasmo porażek, napadów i dodatkowych kilogramów, łez, rzygania i przeczyszczania sprzed ostatnich tygodni.

Bilans:
Śniadanie: 2 kromki chleba razowego wieloziarnistego, kromka pieczywa chrupkiego błonnikowego, twaróg chudy, dżem domowej roboty;
II śniadanie: Pepsi max bez cukru, jabłko;
Obiad: 3 naleśniki z mąki razowej z twarogiem i śmietaną 18%, kromka chleba razowego wieloziarnistego;
Przekąski: ciasteczka Rido (ok. 250 g), naleśnik z mąki pszennej z twarogiem, kawa ropuszczalna z mlekiem i łyżeczką cukru.

Nie mam zamiaru tego więcej tolerować, nawet za cenę kłótni z mamą. To głównie przez nią się stoczyłam. Przez te ciągłe kłótnie z nią, wyzywanie raz od "anorektyczek", a raz wyśmiewania od "żarłoków", przez jej fałszywe martwienie się- przytyłam przeszło 4 kg. Ale już koniec. Może sobie mówić co chce, ale tym razem się nie poddam. Będę silna. Niedługo i tak się wyprowadzam, więc może mnie pocałować w pięty... Jak jej przynoszę taki wstyd, to mogę się wyprowadzić już teraz, tylko niech mi daje alimenty. Wtedy w ogóle przestanę żreć, bo w sumie cała kasa będzie szła na mieszkanie i rachunki. Tym lepiej.


Prezent od koleżanki z forum. Śliczna, prawda? I tak jej nie noszę... Dopiero, gdy wrócę do 63 kg ją nałożę znowu. Teraz na nią nie zasługuję.







wtorek, 30 czerwca 2015

6. Rozpędzeni prosto w stronę truskawek.

Cześć.
Takie oryginalne powitanie na sam początek, a co.
Co chciałam Wam powiedzieć? W sumie to nic. Tylko padam na ryj.
Byłam dzisiaj na zbieraniu truskawek... Od 7:30 do 12:30 + 3 km jazdy na rowerze. Polecam. Było cudownie, mimo iż umarłam, jakby robiąc killera Chodakowskiej. Obżarłam się truskawkami, nawet nie chcę wiedzieć, ile to było kcal. Nie obchodzi mnie to. Jestem uzależniona od truskawek. Jutro też tam idę, postaram się zjeść ich mniej, ale nie obiecuję.
Kupiłam sobie Be Active, wspaniały magazyn. Nie jestem wielką fanką pani Ewci, ale bardzo ją lubię i szanuję za to, jaką jest osobą, nie tylko z wyglądu. Jest wspaniała, dlatego nie żałuję tych 8 zł wydanych na magazyn. Ba. Będę kupować następne, o ile będą- może to ją jakoś wesprze, tak jak ona wspiera nas.
Mój dzisiejszy bilans... Znów nie dotrzymałam dziennej dawki, ale to nic. Było dobrze. Pierwsze dni zawsze są trudne, szczególnie, że wcześniej wpierdalałam chyba po 2000 kcal dziennie. Nie jest źle. Jestem z siebie zadowolona.
Mimo iż około 17:00 padałam na ryj (zbieranie truskawek jest męczące- mam podrapane ręce, bolą mnie nogi, plecy, głowa i wszystko inne, co może boleć), zebrałam się w sobie i jakoś odzyskałam siły, przez co mogłam poćwiczyć, więc jestem mega zadowolona z dzisiejszego dnia.
A jak tam u Was? Dajcie jakiś znak życia, hej.

Bilans:
- pieczywo lekkie, chrupkie x5 (100 kcal)
- ugotowane ziemniaki 150 gram (130 kcal)
- łyżeczka oleju roślinnego (30 kcal)
- łyżeczka śmietany 12% (15 kcal)
- Mini krakersy Beskidzkie Aksam 20 gram (90 kcal)
Razem: 365/ 300

Warzywa i owoce: truskawki (dużo), 3/4 dużego ogórka, kilka pomidorków koktajlowych, duża rzodkiewka

Ćwiczenia: 
- około 30 min jazda rowerem
- Trening E.Chodakowska & Agnieszka Szulim ("Be Active" Nr. 1/ lipiec 2015) - (8 ćwiczeń, 40 sekund, 4 powtórzenia)
- Mel B ćwiczenia rozluźniające (5 minut)

- Booty Shking Waist Workout 10 minut

Trzymajcie się lepiej niż ja.
Pozdrawiam :)

poniedziałek, 29 czerwca 2015

5. A po nocy wychodzi dzień, a po burzy spokój...

Nie chcę mówić, co było wcześniej, bo to jedna, wielka porażka. Zacznijmy od początku. Proszę.
Moja dieta:


Muszę wytrwać. Muszę po prostu. Chociaż tydzień. Dwa. Góra cztery. Ale muszę.
Dam radę, prawda?
Dzisiejszy bilans byłby całkiem ok, gdyby nie ten jebany cukierek, który zaproponowała mi mama. Nie chciałam jej ponownie odmawiać, bo znowu by marudziła, więc wzięłam. Niech licho weźmie te 100 kcal. Jutro będzie lepiej.

Bilans:
- pieczywo lekkie 7 zbóż Wasa x4 (80 kcal)
- wafle ryżowe Eurowafel x1 (35 kcal)
- bigos domowy z młodej kapusty, wegetariański 200g (100 kcal)
- mleko 0,5% 200ml (65 kcal)
- płatki Błonnik Goody 30g (110 kcal)
- cukierek czekoladowy Jamajka x1 (105 kcal)

- płyny: około 2 litry (woda + mleko)
- owoce i warzywa: pół dużego jabłka, pół brzoskwini, mały kawałek arbuza, pomidor, kilka małych marchewek (nie wliczam)

Ćwiczenia:
- Mel B trening 35 minut
- Sexy Legs Workout
- Stretching 20 minut

Chyba nie wyszło tak źle, co?
Trzymajta się ze mną. Sama nie dam rady.

czwartek, 11 czerwca 2015

4. Powróciłam do zdrowia.

Dzisiaj dzień mija cudownie i mam nadzieję, że tak zostanie.
Wczorajszy post dodałam dopiero teraz, ponieważ mama wyłączyła Internet akurat, gdy wciskałam "Opublikuj". Zawsze wyłączają przed snem, co prawda mogłam iść i sobie z powrotem włączyć, ale nie miałam już sił.
Jestem zadowolona, choć zjadłam więcej, niż zamierzałam.

Śniadanie:
2 kromki chleba razowego + liść sałaty + pół ugotowanego jajka + 2 plasterki pomidora + łyżeczka ketchupu (222 kcal)

II śniadanie:
jogurt naturalny + 15 gram truskawek + 10 g płatków owsianych (127 kcal) 

Obiad: 
280 ml barszczu czerwonego (69 kcal)

Kolacja: 
200 ml barszczu czerwonego + pół rogala maślanego + pół kromki białego chleba + 1 ugotowane jajko + łyżeczka ketchupu (259 kcal)

Razem: 677 kcal

Ćwiczenia:
ABS 8 minut

Ćwiczeń jeszcze nie robiłam, ale od razu je wpiszę. Dzisiaj lekko, bo jestem trochę zmęczona, mam dużo nauki, a chcę się w końcu wyspać.

To by było na tyle, pozdrawiam~
Madame Uchiha


3. Znów wszystko poszło nie tak... Jebana szkoła.

Wczorajszy dzień miał być cudowny! Bilans wyszedł mi poniżej 700 kcal i tak utrzymało się do 18, kiedy nagle zgłodniałam... Znaczy, głodna byłam ciągle, jednak wtedy mama zaczęła smażyć... tak, właśnie, smażyć, drożdżowe oponki.Samo smażenie mnie obrzydza, ale pachniało tak ładnie... i skusiłam się na jedną, ponieważ od godziny siedziałam nad referatem z filozofii i miałam zapisane tylko jedno zdanie. "Będzie mi się lepiej myślało". Gówno prawda.
Wciąż miałam wyrzuty sumienia za tę pierdoloną oponkę, nie mogłam się skupić na referacie, o 20 poszłam po jeszcze... I jeszcze... I przed spaniem jeszcze... A, skończyłam pisać o północy, plus następną godzinę uczyłam się na klasówkę z angielskiego.Logicznie. Jednakże efekty są zadowalające: 6 na koniec roku z filozofii (wpisuje się już na maturalne świadectwo) i 3 z angielskiego. Po raz pierwszy w liceum 3, a nie dwa. Opłacało się.
Wracając do żarcia- zjadłam tych oponek z 10, a przegryzłam je trzema byczymi kawałkami ciasta z masłem orzechowym. Nie chcę nawet wiedzieć, ile to kcal. Po prostu zapomnieć. Zapomnieć i cieszyć się dobrymi ocenami, na które zasłużyłam...
Dzisiaj było lepiej, bo skończyło się ciasto. Rano podjadłam jeszcze trochę tych oponek, niech je licho weźmie.
Nie popełniajcie tych grzechów, co ja. To beznadziejnie zjebane. 
Jestem o tyle radosna, że znów czuję ten cudowny głód (od 15 nic nie zjadłam) i zrobiłam trochę ćwiczeń, choć wiem, że nie spaliłam nawet ćwierci tego, co zeżarłam wczoraj i dzisiaj, albo chociaż wczoraj. 

Bilans:
Nie podam, bo się powieszę.

Ćwiczenia: 
Killer - Ewa Chodakowska

Stasus: waga powoli spada


poniedziałek, 8 czerwca 2015

2. Jestem sobie taka tłusta, hej, ho, sialala...

Olałam, ale wracam. Może coś z tego będzie.
Zaczynam dietę dwutygodniową, króciutką, tylko aby się przyzwyczaić.
Od 17 nic nie jadłam. Burczy mi w brzuchu. Wspaniałe uczucie.

Czyli, zaczynam od początku, jeszcze większa niż wcześniej:
Waga: 69 kg

Talia: 70.5 cm
Brzuch: 87 cm
Biodra: 91.5 cm
Uda: 53.5 cm

Jedzenie:
7:00 - śniadanie: 2 kromki czarnego chleba z twarogiem i pomidorem (204 kcal)
10:30 - drugie śniadanie: 2 kromki czarnego chleba z twarogiem i pomidorem (198 kcal)
15:30 - obiad: kasza jaglana z ugotowanym jajkiem i sałatką warzywną z łyżką śmietany (342 kcal)
17:00 - podwieczorek: ciecierzyca i jabłko (190 kcal)
Z kolacji zrezygnowałam.
Razem: 934 kcal

Ćwiczenia:
-Turbo wyzwanie Ewy Chodakowskiej

Nie było źle, jak na początek. Jutro będzie jeszcze lepiej.
W zakładkach dodam rozpiskę diety, na której teraz jestem. Jest ułożona przeze mnie, amatorkę, w jednym tylko celu- przygotowanie organizmu do głodówki (tydzień zmniejszania porcji, siódmy dzień- głodówka- i potem tydzień zwiększania porcji.).
Mam nadzieję, że dam radę te dwa tygodnie. To w końcu nie dużo.
Papa, motylki.
Życzcie mi powodzenia. Ja także Wam życzę.

piątek, 13 lutego 2015

1. Brak kontroli, złe samopoczucie, (nie)idealny początek.

Cześć.
Zaczynam pisać, aby mieć większą motywację, której ostatnio mi brakuje. Szukam sensu, chęci, siły... Muszę ją z siebie wykrzesać.
Jeżeli jeszcze nie wiesz, jest to blog o tematyce pro-ana. Będę tu zamieszczać bilanse, żale, uczucia. Jeżeli skomentujesz, będzie mi bardzo miło. Zawsze to jakaś dusza za Tobą, a nie przeciw Tobie...
Zacznę od dzisiaj. Jestem z aną dopiero tydzień. To niewiele, ale dawałam radę... Do czasu. Ostatnie dni były mordęgą.
Najpierw tłusty czwartek.Byłam na siebie tak zła za te dwa pączki, że nawet nie miałam sił ćwiczyć...Dzisiaj urodziny przybranego ojca. Mam zrobiła ciast, zjadłam dwa kawałki i cukierka... A dzień zaczynał się tak dobrze. Jestem wściekła! Jutro osiemnastka koleżanki... Wiem, że nie dam rady, skoro będę tam siedzieć całą noc... Ale staram się zachować resztki nadziei. Może nie będzie tak źle.
Uczucie głodu jest cudowne, jednak kiedy dasz swojemu żołądkowi chociaż trochę, zacznie Cię kusić na więcej... Nienawidzę tego. Jak ja zrzucę te trzy dni? Co ja zrobię?
Nie chcę być gruba...
Bilansu z dzisiaj nie napiszę, bo jest mi okropnie. Chcę o tym zapomnieć.
No więc... Zaczynamy zabawę.

Coygodniowa metryczka:

Talia: 78 cm
Brzuch: 85
Biodra: 94 cm
Uda: 54 cm
Waga: 65,5 kg
Wzrost: 187 cm

Pozdrawiam,
Madame Uchiha