czwartek, 11 czerwca 2015

3. Znów wszystko poszło nie tak... Jebana szkoła.

Wczorajszy dzień miał być cudowny! Bilans wyszedł mi poniżej 700 kcal i tak utrzymało się do 18, kiedy nagle zgłodniałam... Znaczy, głodna byłam ciągle, jednak wtedy mama zaczęła smażyć... tak, właśnie, smażyć, drożdżowe oponki.Samo smażenie mnie obrzydza, ale pachniało tak ładnie... i skusiłam się na jedną, ponieważ od godziny siedziałam nad referatem z filozofii i miałam zapisane tylko jedno zdanie. "Będzie mi się lepiej myślało". Gówno prawda.
Wciąż miałam wyrzuty sumienia za tę pierdoloną oponkę, nie mogłam się skupić na referacie, o 20 poszłam po jeszcze... I jeszcze... I przed spaniem jeszcze... A, skończyłam pisać o północy, plus następną godzinę uczyłam się na klasówkę z angielskiego.Logicznie. Jednakże efekty są zadowalające: 6 na koniec roku z filozofii (wpisuje się już na maturalne świadectwo) i 3 z angielskiego. Po raz pierwszy w liceum 3, a nie dwa. Opłacało się.
Wracając do żarcia- zjadłam tych oponek z 10, a przegryzłam je trzema byczymi kawałkami ciasta z masłem orzechowym. Nie chcę nawet wiedzieć, ile to kcal. Po prostu zapomnieć. Zapomnieć i cieszyć się dobrymi ocenami, na które zasłużyłam...
Dzisiaj było lepiej, bo skończyło się ciasto. Rano podjadłam jeszcze trochę tych oponek, niech je licho weźmie.
Nie popełniajcie tych grzechów, co ja. To beznadziejnie zjebane. 
Jestem o tyle radosna, że znów czuję ten cudowny głód (od 15 nic nie zjadłam) i zrobiłam trochę ćwiczeń, choć wiem, że nie spaliłam nawet ćwierci tego, co zeżarłam wczoraj i dzisiaj, albo chociaż wczoraj. 

Bilans:
Nie podam, bo się powieszę.

Ćwiczenia: 
Killer - Ewa Chodakowska

Stasus: waga powoli spada


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz