poniedziałek, 29 czerwca 2015

5. A po nocy wychodzi dzień, a po burzy spokój...

Nie chcę mówić, co było wcześniej, bo to jedna, wielka porażka. Zacznijmy od początku. Proszę.
Moja dieta:


Muszę wytrwać. Muszę po prostu. Chociaż tydzień. Dwa. Góra cztery. Ale muszę.
Dam radę, prawda?
Dzisiejszy bilans byłby całkiem ok, gdyby nie ten jebany cukierek, który zaproponowała mi mama. Nie chciałam jej ponownie odmawiać, bo znowu by marudziła, więc wzięłam. Niech licho weźmie te 100 kcal. Jutro będzie lepiej.

Bilans:
- pieczywo lekkie 7 zbóż Wasa x4 (80 kcal)
- wafle ryżowe Eurowafel x1 (35 kcal)
- bigos domowy z młodej kapusty, wegetariański 200g (100 kcal)
- mleko 0,5% 200ml (65 kcal)
- płatki Błonnik Goody 30g (110 kcal)
- cukierek czekoladowy Jamajka x1 (105 kcal)

- płyny: około 2 litry (woda + mleko)
- owoce i warzywa: pół dużego jabłka, pół brzoskwini, mały kawałek arbuza, pomidor, kilka małych marchewek (nie wliczam)

Ćwiczenia:
- Mel B trening 35 minut
- Sexy Legs Workout
- Stretching 20 minut

Chyba nie wyszło tak źle, co?
Trzymajta się ze mną. Sama nie dam rady.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz